wtorek, 22 lutego 2011

Sugarsugarsugar

Wróciłam! Wróciłam z Jedlnia City.W międzyczasie Wika mnie odwiedziła, mhrok śnieżna sesja, "spacer" po lodzie i bieg przez uliczki, gdy okazało się, że jej tata przyjechał wcześniej.Uh. Jutro do Kasi, już nie mogę się doczekać ^^ Oglądałam wczoraj dwa horrory, jeden taki...hm, mało straszny "Miasto-widmo", drugi sto razy gorszy (lepszy) mianowicie "TO". Mówiłam już, że kocham Stepena Kinga? Nie? W każdym razie film na podstawie jego książki. Nie polecam tym, którzy mają pewien uraz związany z cyrkiem :P
Jak już jesteśmy przy filmach, to oglądałam kilka innych w JC: "Coco Chanel" <3, "Kochanice Króla" i dwie części "Elżbiety" i czuję się wyedukowana w kierunku historii xD
Karol się nie odzywa, nie wiem o co mu chodzi, jak tylko dzwonię, to jest: Wercia, nie mogę teraz rozmawiać., blah, blah, blah...No cóż.
Będę już kończyć, siedzę u Wiki, właściwie u jej babci. Dawno już tu nie byłam...a mam tyle wspomnień związanych z tym mieszkaniem...O.O
P.S Wika stawia tarota, nie ogarniam.
Bye <3


środa, 16 lutego 2011

Do you really want?

Guten Taag!
Ach, wreszcie zechciałam ruszyć się do komputera z normalnie funkcjonującym netem! Ostatnio było bardzo miło, fajnie i w ogóle przyjemnie, w niedzielę odwiedzili mnie Kamil, Monika i...Kamil! xD I graliśmy w Simsy...Następnego dnia przyjechałam do mnie Kasia <3 i poszłyśmy na kebab do Turka ^^ Później cały dzień mówiłyśmy do siebie psalmem (aaameeen) i ludzie w autobusie dziwnie patrzyli...Z okazji walentynek urządziłyśmy sobie pokaz slajdów z Japończykami <3 Oczywiście była to chwila zadumy, przerywana cichym *och ach*. Następnie...Simsy! xD I powstała cudowna rodzina składająca się z Dariusza, Madzi, ich dzieci: Arletki Roksany i Bonawentury oraz zwierzątek: psa Reksia i kota Cyryla. Jest to naprawdę słodka rodzinka, przy okazji następnej notki wkleję zdjęcia. Należy także zapamiętać datę 14.02.2011 ze względu na powstanie nowego kontynentu (sklejonego z kawałków Niemiec, Japonii, Turcji, Afryki, Indii, Czeczenii oraz Arabii Saudyjskiej), tak więc trzeba uwzględnić to na mapach, w nowych podręcznikach i atlasach (och, kolejna nowa podstawa programowa!). I kolejne dwa dni spędzone w M1. Choć oprócz tego dziś zmusiłam Karola żeby wjechał ze mną windą na 10 piętro wieżowca, był bardzo fajny widok xD Była też dziś u mnie Wika i przeglądałyśmy atlas Polski, znajdując wiele ciekawych nazw miast (Mordy, Paszki, Wielkie Oczy...)
To na tyle, ferieee trwają i jest super :)
P.S: HURRICANE! ♥

czwartek, 10 lutego 2011

Wait a minute girl, can you show me to the party?

P.A.R.T.Y!
Potrzebuję imprezy. Mimo, że jeszcze się nie wyleczyłam po ostatnim wydzieraniu się na balkonie i przez okno na urodzinach Wiki, to już chcę gdzieś iść. Poza tym, chcę wyjść na plac zabaw i pohuśtać się na huśtawkach, szkoda, że u mnie na osiedlu nie ma już opon, ale te zwykłe też nie są złe...I mam wielką fazę, na bycie wciąż dzieckiem, więc jestem oazą sprzeczności. Dopiero jutro przyjdzie Karol, przyniesie mi lekcje, ale chyba nie wypuszczę go przez trzy godziny bo raz - muszę spisać lekcje z całego tygodnia, dwa - muszę się wygadać. Nie mam prawie kasy na koncie, jadę tylko na darmowych SMSach do Moni i jakoś to jest. Ech, pogoda była dziś taka piękna a ja przespałam pół dnia, a do tego miałam tak nienormalne sny, że aż sama się przeraziłam. Ogólnie, chcieli mnie wsadzić do więzienia za szerzenie zgorszenia, chodziłam po szkole w okropnych ciuchach, takie typoowe różowe i zielone neony, żarówy, porażka. Uciekałam z domu na skrzydłach a'la Dedal i Ikar i ogólnie było ciekawie, w międzyczasie miałam jeszcze iść do sąsiadów z naprzeciwka na koncert Marsów z Kasią, ale nie wiedziałam w co się ubrać...
Chyba czas spisać piosenki nagrane na dyktafon, oczywiście pełny spontan, nie myślę zbytnio jakie słowa one zawierają, angielski bełkot, ważne, żeby zachować melodię, słowa dobierze się później.
Odkryłam nagrania demo Paramore, zakochałam się i nic z tym nie mogę zrobić. Chyba wezmę się za coś twórczego...
P.S Kocham tą panią poniżej. ♥


środa, 9 lutego 2011

Cześć...mogę Cię zjeść?

Czuję się znudzona. Boli mnie głowa strasznie, ale to tak, że nie idzie wytrzymać. Nie mogłam dziś spać, przez kilka godzin przewracałam się z boku na bok, dopiero około piątej zasnęłam i obudziłam się po dziewiątej. Tak patrzę na mój pokój i w sumie to nie dziwię się, że niektórzy czują się w nim osaczeni, w końcu jest w nim tyle plakatów i patrzących z nich par oczu, że pierwsze wrażenie pewnie jest dość dziwne xD Ale ja kocham moje plakaty, mój osaczający klimat, bo wtedy czuję, że nie jestem sama, tak jak TERAZ gdy nikt mnie nie odwiedza. Poza tym, ostatnio mam jakieś napady poczucia beznadziejności, to takie dość nietrwałe, bardziej chwilowe, ale czasem potrafi trwać nawet cały dzień. Może mi przejdzie, jak tylko zobaczę niebieskie niebo, zieloną trawę i kwitnące dzikie jabłonie przed moim blokiem...
Z tego co wiem, jeszcze 133 dni do wakacji. Niby tak na to czekam, ale poprzednie to była porażka. Prawie nic z nich nie pamiętam, tylko tyle że siedziałam dniami i nocami przy laptopie. Nigdy więcej. Pewnie znów będę musiała jechać do Jedlnia City, ale postaram się coś z tym zrobić. W gruncie rzeczy, nawet jeśli wciąż staram się być dzieckiem, to mam już prawie 15 lat, nie żeby to było dużo ale przecież nic mi się nie stanie jak zostanę w domu w wakacje. Wszyscy marzą o wakacjach poza miastem, dla mnie to wciąż niespełnione marzenie :(
Na razie to wszystko, może później napiszę, w ogóle chyba dam sobie dziś odpocząć od komputera żeby mieć wenę na pisanie...
Adios!

poniedziałek, 7 lutego 2011

Don't cha!

Hello :)
Knujemy z Louis, knujemy ostro, nie wiem co z tego wyniknie, oby coś dobrego, dobrego dla nas, może w końcu się uda. W każdym razie na dzień dzisiejszy ruszamy, a jak daleko zajdziemy? Oby jak najdalej.
Moje ferie trwają trzy tygodnie, oł yeah! Mój cudowny pan doktor stwierdził, że mam kaszel i nie powinnam iść do piątku do szkoły. Pozdro dla pana! Oczywście lekarz zawsze ma rację, więc ze względu na katar i kaszel nie mogę ryzykować życiem i wychodzić na dwór. Caaałe cztery dni w domu, przepisywanie lekcji i, ponownie, mój przyjaciel laptop. Mam nadzieję, że zaowocuje to nowym rozdziałem opowiadania, ponieważ każdy skończony rozdział wzbudza we mnie euforię i radość i może rozjaśni mi to nieco życie.
Zaczęłam ostatnio przypominać sobie stare hity, które kojarzą mi się ze wspaniałymi czasami, między innymi The Pussycat Dolls - Don't Cha ft. Busta Rhymes i Outkast - Sorry Mrs.Jackson. Fajne czasy, serio, kojarzą mi się z latem, słońcem, podstawówką a PCD to już szczególnie z wizytami u Louis :)
Muszę już kończyć, piszę to niemal leżąc na klawiaturze. Jutro kolejny nudny dzień...
P.S Babcia właśnie mnie spytała, czy Tomo jest trzecim bratem Jareda i Shannona...ja nie widzę podobieństwa ale ok...:d



 

fashionfashionfashion

Witam!
Dziś dopiero na 17:00 do lekarza, więc mam trochę czasu by się ogarnąć i pomyślałam, że napiszę parę słów o jednym z pokazów, który oglądałam rano na FashionTV. Mianowicie, Zuhair Murad Spring/Summer 2011.
Strasznie mi się spodobały niektóre kreacje, naprawdę cudo, a sam pokaz był magiczny.
Ach, od paru miesięcy marzy mi się 'wypad' na fashion week, niestety na razie jest to kompletnie niemożliwe. Na razie.
Szukam od dłuższego czasu nauczycielki śpiewu, żeby dopracować mój głos, ale ciągle znajduję tylko ludzi z WARSZAWY, a ja potrzebuję nauczyciela w Radomiu. Razem z Louis już wychodzimy z siebie, żeby w końcu kogoś znaleźć, ale na razie nie ma efektów. Rzeźnia.
Czekam na Karola, który przyniesie mi lekcje; wreszcie jakiś kontakt z otoczeniem, przez ostatnie dni laptop był moim najlepszym przyjacielem, ale już znudziło mnie pisanie z ludźmi na gadu i czacie. Miałam dziś taki dziwny sen, że w centrum handlowym M1 rozdawane były nagrody MTV EMA 2011 o.O No tak, to było zbyt piękne, żeby było prawdziwe, wszystkie gwiazdy na wyciągnięcie ręki...cóż.
Czekam, aż Louis doda notkę na bloga, bo czuję potrzebę poczytania czegoś. Chcę już ferie i buszowanie po bibliotece w Jedlnia City w poszukiwaniu biografii, którymi mam zamiar zajmować sobie czas podczas tych dwóch tygodni.
Jestem głodna. Aż dziwne, to mi się nie zdarza od dawna, ale to może te kilkadziesiąt godzin bez jedzenia, sama nie wiem...Ogólnie pogoda jest beznadziejna, pada, zimno, wieje i pragnę wiosny!
Miłego dnia!

 Pokaz i kilka kreacji Z.M:
                                                 





niedziela, 6 lutego 2011

Time to Escape.

Wyleczę się, wyleczę się, wyleczę się sama!

Nie wyleczyłam się. Jutro ominie mnie cudowny dzień w szkole; kartkówka z fizyki, biologii i prawdopodobnie pytanie z polskiego – (podobno) komedia ”Zemsta”. Niestety, czas iść do lekarza, czuję się fatalnie. Kaszel, katar, utrata głosu. Próbowałam trochę pośpiewać, jak zawsze, niestety po kilkunastu sekundach zaczęłam odczuwać przerażenie – mój biedny, stłumiony chorobą głos zaczął imitować Mandarynę w wersji live, a to już znak, by zacząć milczeć. A gdy już jestem przy Mandarynie…Oglądałam dziś maraton z programem 100 klipów, które wstrząsnęło Vivą – z większością opinii się nie zgadzałam, aczkolwiek kilka wypowiedzi to już był jakiś obłęd i śmiałam się jak wariat. Dobrze jest się dowiadywać od prawdziwych ludzi sukcesu, że Linkin Park to najgorszy zespół na świecie, a Evanescence to, cytuję: pitu, pitu, baba z gitarą. Słodko.
Właśnie słucham This is War, wcześniej oglądałam kilka filmików dokumentujących pobyt 30STM w Warszawie, na lotnisku, na backstage, meet&greet...Kosmos. W ogóle, 14.12.2010 to po prostu brak słów, niezapomniane emocje z koncertu, wspomnienia...i te magiczne słowa, 'we will return', to już samo w sobie dało mi nadzieję na powtórny wyjazd i zobaczenie ich po raz kolejny na żywo, tym razem z płyty (nigdy więcej sektorów).
Zbliżają się walentynki, a ja nie wiem co ze sobą zrobić, gdzie się podziać, miałam iść we wtorek kupić kartki, ale w moim obecnym stanie to nie wiem co z tego będzie...
Kończę już, wypadałoby iść spać, choć perspektywa dziesiątego rozdziału jest kusząca...Lecz brak weny. A to oznacza, że nie chcę tego zespuć, więc nawet nie zaczynam. Ech...
Gute Nacht :)

 Kilka nagrań, o których wspomniałam + Tomo i jego ToRRRwaRRRR! ♥ :